|
„Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami.”
Adam Mickiewicz

Mój Tomaszów Podczas moich spotkań autorskich w Tomaszowie i innych miastach Polski (Kraków, Puławy, Kazimierz nad Wisłą, Gdańsk, Rawa Mazowiecka, Łódź, uczestnicy często pytali mnie o Kanadę, gdzie mieszkam od 20 lat z krótkimi przerwami. Do najczęściej zadawanych pytań należały: - Czy czuję się bardziej Polakiem czy Kanadyjczykiem? - Jak widzę nową Polską rzeczywistość (czytaj: polską demokrację) po latach nieobecności? - Czy w Kanadzie biorę udział w wyborach prezydenckich i do Parlamentu RP? - Jakie widzę różnice w przestrzeganiu prawa? I wiele innych pytań, ale zatrzymam się na powyższych. Pozwolę sobie na swobodne odpowiedzi na te pytania, traktując je jako zagadnienia. Po prostu opowiem trochę o Kanadzie i o Polsce, jak widzę te kraje z perspektywy emigranta. Chociaż posiadam podwójne obywatelstwo (Kanada toleruje, USA nie), czuję się Polakiem i na to nic nie poradzę. Wylądowałem w Kanadzie jako niespełna czterdziestolatek i po trzech latach pobytu zdałem egzamin na obywatelstwo. Niczego to nie zmieniło w moim życiu, oprócz posiadania drugiego paszportu oraz prawa do głosowania. Tyle. Rezydenci Kanady, czyli ludzie ze stałym pobytem (landed emigrants) mają wszystkie prawa oprócz właśnie tego do głosowania w wyborach oraz jeszcze jedno – nie mogą opuścić Kanady na dłużej niż 2 lata w ciągu 5 lat. Obywatel może mieszkać gdzie chce i jak długo mu się to podoba. Jak większość polskich emigrantów nie zasymilowałem się na całość, ponieważ długo mieszkałem w polskim mieście (Mississauga, 750 000 mieszkańców, w tym ponoć 200 000 Polaków), pracowałem i pracuję dla polskiej gazety „Gazeta”, toteż mam więcej znajomych wśród Polaków niż wśród Knadyjczyków. A zresztą z kim się miałem asymilować? Kanada to trochę dziwny twór etniczny. Z radością przyjmuje rocznie około 200 000 emigrantów ze wszystkich krajów świata, a ostatnio wśród białej ludności wręcz pojawiła się panika, kiedy ogłoszono, że wkrótce (a może już) ponad połowa mieszkańców Toronto będzie miała inny od białej kolor skóry. Kanada ustawowo stawia na tak zwana wielokulturowość, pomaga etnicznym społecznościom w zachowaniu kultur przywiezionych zewsząd. Piękne to i chwalebne. Znajdują się fundusze na etniczne rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne, stworzono specjalne programy i granty, wspierające inicjatywy społeczności lokalnych. Po kilku latach mieszkania w takim tyglu nic już człowieka nie dziwi. Za to kiedy przylatywałem do Polski, na początku dziwił mnie fakt, że wszyscy mówią po polsku i czasem łapałem się na tęsknocie za angielskim. Miałem fart, gdyż udało mi się dostać posadę nauczyciela języka polskiego dla cudzoziemców i miałem z tego dodatkową przyjemność, bo zaprzyjaźniłem się z moimi wspaniałymi studentami – Chadem i Ami, nauczycielami języka angielskiego na kursach prowadzonych w Społeczności Chrześcijańskiej TOMY. Szkoda, że byli albo nad wyraz pojętni, albo ja ich za dobrze uczyłem, gdyż ten rok im wystarczył. Sumując – czuję się bardziej Polakiem niż Kanadyjczykiem i jestem z tego bardzo dumny, mało tego – obnoszę się z tym. Ale w wyborach organizowanych dla Polaków w Konsulacie Generalnym RP w Toronto nie biorę udziału, choć mam do tego prawo. Uważam, że z tytułu stałego pobytu poza granicami kraju nie powinienem mieć wpływu na wybór jego władz i polityków. Uprzedzę w tym miejscu pytanie: - A do wypowiadania się na tematy polskie i tomaszowskie to prawo masz? – Mam. To moje Ojczyzny, jedna duża, druga mała. Kocha się je niezależnie od wszystkiego i na zawsze. I nikt oraz żadne okoliczności nie odbiorą mi prawa do wypowiadania się na ich temat. Trzeba pomieszkać trochę dłużej poza granicami Polski, żeby doświadczyć na własnej skórze, jak to jest z tak zwaną wolnością wraz z tak zwaną demokracją. Jako Polak urodzony i wychowany w ustroju totalitarnym myślałem wcześniej, że za żelazną kurtyną istnieje tylko bogactwo i absolutna wolność, słowem – raj na ziemi i wszystko człowiekowi wolno. Po ostatnich polskich doświadczeniach odnoszę wrażenie, że w podobny sposób myśli w dalszym ciągu wielu rodaków. Nic bardziej błędnego. Demokracja to pułapka, w która ludzie zapędzają się sami, z własnej woli i z własnych wyborów. Sami zakładają sobie na szyje pętlę praw i obowiązków, łudząc się, że zrównoważą im tę niewolę zagwarantowane tym samym prawem przywileje. A figa z makiem! Władza w demokracji zawsze ci wypomni i kiedy trzeba – przypomni, że przecież sam, bez żadnego przymusu i bez bicia zaakceptowałeś prawa, ustanawiane i zatwierdzane przez osobiście wybranych polityków. Kółko się zamyka i co, jesteś wolny? Nie jesteś i nie będziesz. I bardzo dobrze. Do demokracji trzeba dorosnąć, a na to potrzebne są doświadczenia pokoleń. Dlatego nie ma nic wspólnego z demokracją i wolnością obsikiwanie kamienic mojego miasta, a takie obrazki widziałem nie jeden raz. I nikt na to nie zwracał uwagi. W kanadyjskiej demokracji pierwszy lepszy świadek takiego świństwa łapie za telefon i zawiadamia policję, a ta pojawia się po 3 minutach (słownie: trzech) i aresztuje zwierzaka. Podobnie jest w przypadkach publicznego picia alkoholu. Kary finansowe jako najbardziej dotkliwe okazują się najbardziej skuteczne. W Kanadzie po prostu się to nie opłaca, a z biegiem czasu ludzie przyzwyczajają się do tego, że nie wolno i już. Podobnie nie opłaca się i w konsekwencji nie wolno łamać przepisów ruchu drogowego, wywoływać burd i awantur, rodzicom znęcać się nad dziećmi, mężom znęcać się nad żonami i odwrotnie. Przestrzeganie prawa nie jest łatwe, ale z biegiem czasu wchodzi w krew i staje się rutyną. W Kanadzie doskonałym tego przykładem są całe masy emigrantów z różnych kultur, często ludzi, których z krajów pochodzenia wygnała koszmarna nędza lub wojny, a jednak bardzo szybko akceptują zastane porządki i nad podziw łatwo dorównują w ich przestrzeganiu stałym mieszkańcom. I porządek jest przestrzegany. Można? Kiedy władzy i jej organom (wybranym przecież przez nas samych) się chce i kiedy w sposób zgodny z założeniem użyje się narzędzi prawa, można tego dokonać bez większego wysiłku. Tylko trzeba chcieć, a to się przecież wszystkim opłaca. Bo wtedy wszystkim żyje się łatwiej. Zasada poszanowanie godności drugiego człowieka pomaga zrozumieć dążenia i potrzeby innych ludzi, powoduje, że tutaj czarny niekoniecznie jest nazywany „Negrem”, a zółty „Chinkiem”. Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że wśród moich przyjaciół są Murzyni z Jamajki, Hindusi i Chińczycy, i nikogo to nie dziwi. Mam przyjaciela, który jest Ukraińcem i daję słowo, że rozumiemy się jak bracia, historyczne urazy pozostawiając tym, którzy mają z tego polityczne korzyści. Proszę mnie tylko nie zrozumieć opacznie. Że taki a taki wyjechał z kraju, a teraz z bezpiecznej odległości się puszy i wszystkich naucza. Po co miałbym to robić? Mam swoją gazetę w Kanadzie, nie po to piszę na portal mojego miasta, że lubię sobie popisać, po to tylko, by się pisaniem popisać. Chciałbym po prostu tylko pokazać mój punkt widzenia na kilka problemów, które troszkę inaczej wyglądają po obu stronach oceanu. Ale na Boga! Nie muszą wyglądać identycznie! Myślę, że jednak lepiej jest brać przykład z lepszych i uczyć się od innych, chytrze podkradając im ich lepsze rozwiązania w wielu dziedzinach życia. Z tego mogą wyniknąć tylko korzyści dla społeczeństwa. A niekoniecznie trzeba się uciekać do podkradania. Nie bez powodu do mojego kanadyjskiego miasta Mississauga w prowincji Ontario ustawiają się w kolejce i przyjeżdżają oficjalne delegacje miast z innych, czasem bardziej odległych od Polski krajów, tylko po to, by się uczyć. Nie ma w tym nic złego i nie jest dla nikogo wstydem, że w swoim mieście chce się powielić dobrze sprawdzone wzory. Burmistrzem mojej Mississaugi jest pani Hazel McCallion. To niezwykła kobieta. Od 1978 r. pełni bez przerwy tę funkcję, wybierana za każdym razem niemal jednogłośnie (kiedyś któryś z reporterów zażartował sobie w pogawędce z Panią Burmistrz, że jednak ma Ona przeciwników, bo uzyskała "tylko" 98% głosów) i to bez organizowania żadnej kampanii wyborczej. Co więc powoduje, że w tej niewysokiej i szczupłej kobiecie mieszkańcy Mississaugi od lat pokładają swoje nadzieje, związane z dynamicznym rozwojem miasta i prawidłową gospodarką, pełną mądrych i nowatorskich rozwiązań? Mimo sędziwego wieku rządzi miastem nad podziw wzorowo i chętnie dzieli się doświadczeniami z burmistrzami innych miast świata. Może nasi tomaszowscy włodarze zechcieliby się czegoś nauczyć? To nie są żarty, tylko uczciwa propozycja. Pani McCallion, zwana przez uwielbiających ją mieszkańców Mississaugi „Hurricane Hazel” nikomu jeszcze nie odmówiła.
Komentarze:
| |
| Naprodukował się chłopina z Kanady ale na pytania na początku artykułu nie odpowiedział :) |
| Polak
(2009-09-28 12:54:09) |
zgłoś do
usunięcia |
| |
| jade do Kanady do hurikan hazel będę ją uwielbiał a Ona jeszcze nikomu nie odmówiła |
| kawaler
(2009-09-29 23:22:39) |
zgłoś do
usunięcia |
| |
| Jeśli jesteś odpowiednio starym kawalerem to leć ta pani ma tylko 88 lat |
| młody
(2009-09-30 04:16:08) |
zgłoś do
usunięcia |
| |
| Cyt: "Kiedy władzy i jej organom (wybranym przecież przez nas samych) się chce i kiedy w sposób zgodny z założeniem użyje się narzędzi prawa, można tego dokonać bez większego wysiłku." Masz rację autorze. Najlepiej o tym przekonał się Polak na Kanadyjskim lotnisku. Narzędzie prawa w postaci paralizatora zrobiło swoje. Dziękuję. Postoję. Wolą polską demokrację i polski sarmacki porządek. |
| Tomaszowiak
(2009-09-30 18:41:03) |
zgłoś do
usunięcia |
| |
| W tym miesiacu minie 20 lat mojego "non stop" pobytu w Kanadzie. O Kanadzie mozna pisac na wiele roznych i interesujacych sposobow. I mozna pisac duuuuzo. Zaleznie od tego, jak sie na ten kraj spojzy. Artykol pana EW jest obiektywny, czyta sie dobrze. Potwierdzam wszystkie opinie i przemyslenia autora. Pozdrawiam Tomaszow Maz z samego srodka Mississaugi! :) |
| Mariusz K.
(2009-10-02 02:31:24) |
zgłoś do
usunięcia |
| |
| Jest Pan przykładem pozytywnego myślenia,tego nam czasem brak.Dzięki,pozdrawiam. |
| zał
(2009-10-04 10:52:10) |
zgłoś do
usunięcia |
Komentarze są prywatnymi
opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi
odpowiedzialności za ich treść. Dokładamy wszelkich możliwych
starań, aby wpisy nie naruszała niczyich dóbr osobistych.
Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania. Jeśli uważasz że
któryś z komentarzy powinien być usunięty napisz do nas
redakcja@tomaszow.pl
|